Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego

DOM GENERALNY
ul. Garncarska 24
31-115 Kraków
generalat@sercanki.org.pl 
12 422 57 66

PROWINCJA NMP KRÓLOWEJ POLSKI, CZĘSTOCHOWA
ul. Spadzista 15
42-200 Częstochowa
prowincjaczestochowa@sercanki.org.pl 
34 363 36 27

PROWINCJA ŚW. JÓZEFA, RZESZÓW
ul. ks. J. Sondeja 7
35-011 Rzeszów
prowincjasj@sercanki.org.pl 
17 852 07 40

bł. Klara Szczęsna

  • Medytacje bł. Klary Szczęsnej

    Źródło: O. Cecylian Niezgoda OFM Conv., Matka Klara Ludwika Szczęsna, Kraków 1993, s. 191-198.

    1. Posłuszeństwo

    Ty masz łaskę do posłuszeństwa. Święty Franciszek Salezy chce, abyśmy obok głębokiego uszanowania dla Starszych, mieli posłuszeństwo bardzo kordialne, miłując Boga w Starszych, a Starszych w Bogu. Miłość posłuszeństwa, z jaką spełniamy jakiś uczynek, więcej warta aniżeli sam uczynek. Starajmy się ulżyć ciężaru przełożonym naszym. Odpowiedzialność ich straszliwa. Niech nie nakazują nam z boleścią i obawą, ale pewni, że znajdą świętą i gorącą miłość Bożą. Bo i cóż jest miłość? - posłuszeństwo.

    Posłuszeństwo powinno być prędkie i proste. Nie czytamy nigdzie, aby Jezus odkładał Swoje poddanie się lub rozbierał. Idzie On szybko na spełnienie Woli Bożej, idzie jako olbrzym w drogę, a gdy zbliża się do Jerozolimy dokonać krwawej Ofiary, przyspiesza kroku i wyprzedza zdumionych i strwożonych uczniów. Jeżeli wiara twoja widzi Boga w przełożonych, nie będzie cię kosztować poddanie, będziesz posłuszna spiesznie i z radością, nie ujmując z ofiary twojej tego, co właśnie w oczach Bożych nadaje jej największą zasługę. Posłuszeństwo, które trzeba wymóc, które wyczerpie pierwej wszystkie racje, jest to zwiędły kwiat, bez barwy i woni, nieprzyjemny Bogu. Cherubinowie w widzeniu Ezechiela mieli sześć skrzydeł, oznaczających ich chyżość, z jaką wykonywali Wolę Bożą; mieli cztery oblicza, patrząc na cztery części świata, i latali tam, gdzie ich niósł Duch Boży. Zawsze byli w pogotowiu i rozpostarte mieli skrzydła do lotu na skinienie Boże, gotowi nawet niebo opuścić, gdy rozkaże. To obraz posłuszeństwa zakonnego, z góry wprawdzie wzięty, ale z dołu czyż godzi się brać porównania oblubienicy Pańskiej? Duszo zakonna, czy znasz głos Oblubieńca?

    Posłuszeństwo powinno być powszechne. Ślub świętego posłuszeństwa poddaje cię zawsze i we wszystkim tym, co ci Boga zastępują; poddaje twoje uczynki, wolę, zdanie - całe życie i nic nie wyjmuje, chyba tylko grzech jawny. Ślub ten w obliczu Kościoła zawarty, żadnego nie przypuszcza wyjątku. Dobra zakonnica wypełnia wszystko, co jej rozkazano, a wypełnia nienaruszenie, nic nie odcinając, ani co do czasu, ani co do sposobu, strzeże się, aby Bogu swemu nie ofiarowała hostii obciętych, chowa każdą jotę. Na pierwszy znak wszystko rzuca lub ima, idzie, gdzie wołają, nie kończąc litery.

    Wszakże to dopiero litera posłuszeństwa; posłuszeństwo duszą jest poddaniem woli i rozumu. Doskonałe posłuszeństwo - mówi św. Ignacy - jest ślepe, w tej ślepocie właśnie zasadza się jego mądrość i doskonałość. Niedoskonałe posłuszeństwo ma dwoje oczu, ale na swoje nieszczęście. Poddanie się zewnętrzne, bez wewnętrznego, nie zasługuje na nazwę posłuszeństwa. Kto posłuszny jest czynem, a nie wolą i rozumem, jedną nogą tylko jest w zakonie. Zaparcie się wolnej woli może wprawdzie kosztować naturę, ale jaki szlachetniejszy można z niej uczynić użytek, jak nie zwrócić ją Temu, od którego ją mamy?

    Posłuszeństwo powinno się rozciągać na każdego przełożonego, nie tylko na tego, który na miłość i cześć zasługuje, przez mądrość, dobroć, doświadczenie ducha Bożego, świątobliwość wielką; ale i na tego, który by pozbawiony był wszystkich tych zalet; nie tylko na najwyższego, ale i na wszystkich niższych, choćby najmłodszych i najniedoskonalszych, bo nie darom nadprzyrodzonym przełożonych naszych mamy być posłuszni, ale Bogu, którego zastępują.

    Posłuszni powinniśmy być w każdym wieku, stanie zdrowia lub słabości, aż do starości i grobowej deski, choćbyśmy najznakomitsze usługi wyświadczyli zakonowi i najwyższe piastowali urzędy. Dobra zakonnica kocha się w tym, żeby do ostatniej chwili życia być jako dziecię w ręku posłuszeństwa. Wspomnij sobie, czyś wiele razy nie brała z powrotem z ołtarza woli twojej raz w profesji ślubów złożonej Bogu? Czyś nie kradła, co do ciebie dawno nie należy? Czyś nie rozbierała, nie rozumowała, nie płakała nieraz nad ofiarą posłuszeństwa? Czyś nie myślała nieraz nad ofiarą posłuszeństwa, że coś wielkiego dla Boga twego czynisz? O, niechże odtąd wstręty twoje idą na całopalenie, a serce twoje zapłonie prawdziwą miłością Bożą.

    Do posłuszeństwa świętego należy także wierność Regule, a bez niej świętości ani zbawienia nie masz dla dusz zakonnych. Każda z nich obowiązana jest dążyć nie tylko do doskonałości ogólnej, ale do doskonałości jej właściwej. Każdy zakon ma swoją. Świętość apostolska nie jest ta, co pustelnicza, kontemplacyjna nie ta, co czynna. Szczególny zaś charakter świętości właściwej powołaniu naszemu czerpiemy z Reguły naszej i z Ustaw naszych. Tam znajduje się duch zakonnego Zgromadzenia, do którego należymy, jego cel, jego środki, tam jest kres, do którego mamy zmierzać, i droga, którą iść mamy. Nie możemy zaniedbywać Reguły naszej bez zaniedbania świętości naszej i woli Bożej. Święty Tomasz pisze, że przekraczanie Reguły prowadzi naturalnym sposobem do przekraczania ślubów, między jednym a drugim - jeden tylko stopień. Przyrzekliśmy Bogu i Zgromadzeniu nie tylko dotrzymanie ślubów, ale zachowanie Reguły i Ustaw, które nam starannie wykładano w nowicjacie, bez tej obietnicy nigdy by nas nie przypuszczono do profesji. Jeżeli przekraczamy je często, nałogowo, w cóż się obraca obietnica? - w oskarżenie przed sądem Bożym. Jako robotników ewangelicznych zapyta nas Pan, cośmy zrobili z ugodą naszą i świętym dobrowolnym przymierzem. Zakon, który nas przyjąć raczył, dziś zarzucić nam może: Przyjąłem was za dzieci, pod warunkiem, że się poddacie prawom moim. Ślubowałyście wierność przed ołtarzem, czemuż zdradzacie przysięgę?

    Nadaremnie zasłaniają się niektórzy, że Reguła nie obowiązuje pod grzechem. Nie obowiązuje w tym, co się nie tyczy ślubów, i to jeśli przekroczeniu nie towarzyszy, nie poprzedza albo nie następuje jaka grzeszna okoliczność, obciążająca winę, co się prawie nigdy nie zdarza. Ale gdyby Reguła nasza była tylko czystą radą, czyż niemniej nie byłaby znakiem woli Bożej nad nami, pomysłem mądrości Jego, która tymi sposobami a nie innymi wylać chce na nas łaski swoje, skutkiem Miłości, która nas połączyć pragnie ze Sobą. Czyż można bez grzechu wbrew woli Bożej, tak jasno objawionej, postępować, gardzić radą i odpychać łaskę najmiłosierniejszą?

    Jako zakonnica obowiązana jesteś doskonale wypełniać wielkie przykazanie miłości wspólnej, żarliwości o zbawienie bliźniego, a zatem i zbudowaniem być. Jakże jednak wypełniasz to, jeżeli zamiast zbudowania, gorszysz? A zaprawdę nie masz większego zgorszenia jak zakonnica Reguły nie zachowująca, nie obserwantka, przestępująca z łatwością tę zakonną Ewangelię. Zaraza złego przykładu zwykle jest przerażająca. Niewierność Regule sprowadza natychmiast niewierność najświętszym powinnościom, udaremnia obfite łaski zakonu, ściąga w mury klasztorów ducha świata, szemranie, nieład, ruinę.

    Święty stan zakonny oddala cię od dóbr fałszywych i zbliża cię do Boga przez pobożne ćwiczenia, ale te dwa potężne środki uświęcenia wymagają koniecznie wierności we wszystkich obserwancjach Reguły, wymagają posłuszeństwa przepisom świętym, które cię chronią od tego wszystkiego, czego się wyrzekłaś przez śluby. Jeżeli na przykład nie chcesz zachowywać przepisów czuwania nad zmysłami, widocznie narażasz się na ubliżenie najdelikatniejszej z cnót, i tak w innych rzeczach. Podobnie ćwiczenia nabożne w zakonie, jak medytacje, rachunki, czytania, wymagają skupienia, wolnej i czystej myśli, a czyż można swobodnie rozmawiać z Bogiem po niezakonnej rozmowie, po przestąpieniu Reguły, które rzuciło w duszę zamieszanie i niepokój, rozbudziło może nieugaszoną namiętność albo uciechę i temu podobnie?

     O Boże, ileż to rzeczy paraliżuje łaskę Twoją! Wierna obserwancja, przeciwnie, do świętości wiedzie. Świętość najwyższa to Bóg, świętość człowieka jest w miarę jego zjednoczenia z Bogiem; to zgodność z Jego wolą, gdyż ta tylko jest prawdziwa miłość, a zatem i prawdziwa świętość. Znać wolę Bożą i poddawać się jej stale w duchu wiary, to czyniło Świętych, a to nam daje Reguła. Uświęca ona nie część naszego życia, ale całe życie. Nie w każdej chwili możesz słyszeć głos przełożonych, wydający ci rozkazy Boskie, ale Reguła zawsze przemawia i zawsze ci powiada, czego Bóg chce od ciebie. Wielki jeden papież powiedział, że zaraz by kanonizował zakonnika, który doskonale zachował Regułę. Niebo więc twoje jest, bo ścisłość Reguły daje ci je. Jakaż łatwa droga, cóż powiedzieć może oziębłość i podłe niedbalstwo. Wszak warunki te nie zastraszają słabości naszej, nie przechodzą siły, nie są daleko ani wysoko, ale przed oczami, pod ręką. Czyż zachowanie ścisłe Reguły trudne jest? Cóż łatwiejszego, jak wstawać, kłaść się, modlić, milczeć w porze wyznaczonej? Codzienna praktyka Reguły, to praktyka miłości Bożej, a cóż słodszego! Cóż pomnaża obficiej skarb zasługi, świetniejszą zapewnia koronę? Cóż pożądańszego? O, kochaj twoją świętą Regułę, zachowuj ją, a żywot otrzymasz.

    2. Miłość bliźniego

    Życie publiczne Chrystusa Pana powinno w nas szczególnie wyrabiać miłość bliźniego, żarliwość dusz. Jezus sam jest najpotężniejszą dla nas pobudką do kochania bliźniego, bo On go miłuje. On nakazuje go kochać, On sam jest w bliźnim, abyśmy Go tam kochali. Jeżeli żłóbek, Kalwaria, Ołtarz mówią ci tak wymownie o miłości Jezusa dla ciebie, czyż nie mówią o miłości Jego dla drugich? O jakże byś kochała bliźniego, gdybyś poszukała jego zasługi w Sercu cierpiącego Boga! Jakże innym okiem patrzyłabyś na tę osobę nieprzyjemną i tobie niemiłą, gdybyś widziała nieskończoną dla niej miłość Tego, który jest samą świętością i sprawiedliwością, i to słodkie miłosierdzie Jego dla tej, którą ty masz za niegodną; czy tak mało litości miałabyś dla niej? O gdybyś wiedziała, jak raniąc czymkolwiek taką osobę, ranisz źrenicę oka Zbawiciela! Miłość Boga i bliźniego to jedno, nie mogą być rozłączone, a zaprawdę przedmiot tej miłości jest jeden i ten sam. Czy to kochać Boga dla Niego samego, czy kochać bliźniego dla Boga, jest to zawsze kochać Boga. Po tym poznają się uczniowie Chrystusowi, jeżeli mają wiele miłości.

    Mistrz Niebieski przykazał Apostołom tak się miłować wzajemnie, jak On ich umiłował, i Serce Jego pragnie niezmiernie tej naszej wzajemnej miłości. Byłem głodny, nakarmiliście Mnie, byłem chory - pielęgnowaliście Mnie, byłem w więzieniu - nawiedziliście Mnie. To są korony miłości bliźniego. W bliźnim jest Jezus. Cokolwiek uczyniliście temu najmniejszemu z braci moich, Mnieście uczynili. I na sądzie nie będzie za bliźnich wyrok dawał, ale za Siebie samego. Kogo zasmucisz, obrazisz, to Jezusa zasmucisz, obrazisz. Paweł prześladując chrześcijan, Jezusa prześladował. Marcin nagiego okrywając, Jezusa okrywa. Jakże śmiesz odmówić chwilki cierpliwości, słowa pociechy, przysługi, chleba - Temu, który ci nie odmówił ani kropli krwi?

    Pan Jezus dając nam przykazanie miłości wzajemnej chce, aby miłość nasza przybrała formę i podobieństwo Jego własnej miłości, to jest, aby była nadprzyrodzoną - dla Boga, w Bogu, nie z natury i zmysłów. Czcij obraz Boży i drogi okup Krwi Bożej w duszy bliźniego twego. Miłuj go, a jeżeli dla dobra tej duszy trzeba zrobić choć przykrą uwagę, nie wahaj się, jeżeli on sam zapomina o zbawieniu, ty miłuj jego zbawienie. Miłość winna być powszechną, bo Jezus za wszystkich umarł. Najsrożsi nieprzyjaciele mieli udział w dobrodziejstwach Jego, za katów modlił się. Jeżeli Boga kochamy w bliźnich, to nie masz ani jednego najnędzniejszego, który by nie miał świętych praw do miłości twojej. Nie wszyscy jednak mają równe prawa. Miej miłość trojaką: macierzyńską dla tych, których Opatrzność postawiła pod twoją opieką, dziecięcą dla przełożonych, siostrzaną dla sióstr w Bogu.

    Miej miłość wdzięczną. Zaiste, cóż nie czynią ludzie, aby odstręczyć, studzić miłość Jezusa dla nich! Nie przyjmują Go, gdy przychodzi, prześladują, krzyżują - a On ich kocha. Duch Święty mówi, że miłość mocniejsza nad śmierć. I cóż to za miłość, co nic nie znosi, zniechęca się i zraża lada czym? O jakże rzadka jest święta, doskonała miłość wspólna! Łatwo można mieć przyjaciół wyłącznych, ale ogarnąć wszystkich bez wyjątku - bez zaparcia się, bez poświęcenia - to rzadkie. Kochamy naturalnie, zmysłowo, samolubnie siebie szukając, interesownie. A nie kochamy jak kochał Jezus - aż do krwi wylania, a bez odwetu.

    3. Cichość

    Błogosławieni cisi - powiedział Jezus - to jest łagodni. Łagodność i słodycz to charakter Jezusa, to promień Jego Boskiej pogody. Jezus był cichy, słodki, dobrotliwy. Cichym obiecuje posiadanie ziemi; pokój czyniących nazywa synami Swymi. Reformuje Stary Zakon wprowadzając doń łagodność i łaskawość. Zaprawdę powiadam wam: miłujcie nieprzyjaciół waszych, czyńcie dobrze tym, co was nienawidzą, przebaczajcie nie siedem ale siedemdziesiąt siedemkroć. Jeżeli cię kto uderzy w policzek, nadstaw drugi. A nie chcąc blaskiem wielkości Swojej olśnić duszy, woła słodko: Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy cierpicie i obciążeni jesteście, pójdźcie wszyscy, znajdziecie odpoczynek. Ja lituję się nad wami. Jam przyszedł do was, oblokłem ciało wasze, poniosłem zbrodnie wasze, aby was pojednać z Ojcem i nauczyć was tajemnicy szczęścia, a ta jest: Uczcie się ode Mnie, że jestem cichy i pokornego Serca. Oto duch Jezusowy. Gdy uniesieni gorliwością synowie Zebedeusza chcą ogień z nieba sprowadzić na siedziby grzeszników, Pan najdobrotliwszy mówi im: Nie wiecie, jakiego ducha jesteście; Syn Boży nie przyszedł tracić dusze, ale zbawić.

    Posyłam was między ludzi, bądźcie jako baranki łagodne, proste jak gołębice. Oblubienica Baranka powinna być samą słodyczą. Prorocy zapowiadając Jezusa mówili: Król twój idzie cichy, córko Syonu... Baranek wydan będzie i głosu nie wyda, trzciny nie złamie, kurzącego się lnu nie zagasi. A jakże Jezus przewyższał jeszcze te proroctwa w rzeczywistości! Sama obecność Jego pełna słodyczy koiła smutki. Mówiono zwykle o Nim: Pójdźmy do Słodyczy. - W życiu publicznym jakże cierpliwie znosił wady niepokonane uczniów swoich, słabość, niewiadomość, natarczywość rzeszy ściskającej Go. Nigdy słodycz Jego nie zmniejszyła się. Faryzeuszów, póki targali się na Jego Osobę, traktował z łagodną względnością, a gdy zmuszali Go, zdejmował maskę ich obłudy, oszczędzał zawsze ich godność i naukę. Dusze zbłąkane z najsłodszym pobłażaniem przyjmował, tak że złość ludzka nazwała Go przyjacielem grzeszników. Owszem, oświadczał, że dla grzeszników przyszedł na świat. Słodycz Jego nawróciła Samarytankę, Magdalenę, Zacheusza, Apostoła upadłego. Co za słodycz na Górze Oliwnej! Szymon jej doznał, a dla zdrajcy, który Go wydał, co za słodycz słów: Przyjacielu, pocałunkiem zdradzasz Syna Człowieczego. A na krzyżu wśród konania: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią. Każde z tych słów miłości to wielka medytacja.

    Jakże odbija od tego przykładu i tej nauki zakonnica niecierpliwa, szorstka, o minie rozkazującej, tonie przykrym! Co wspólnego między jej duchem a duchem Jezusa? Jezus wszakże jest Drogą, Prawdą, życiem. Nie idąc tą Drogą, jesteś poza Prawdą i życiem. Ileż to wykroczeń przeciw miłości, słodyczy; a żywiąc się Ciałem Baranka Bożego powinnaś żyć życiem Jego, przesiąknąć na wskroś Jego słodkością! On tak słodki na ołtarzu i w sercu twoim. Pamiętaj przyjąwszy Go i uwielbiwszy, jak najdłużej pozostać w milczeniu pod wpływem tej niewysłowionej słodyczy, z jaką obecny jest w tobie. Proś Go, aby uciszył wszystkie wzburzenia twojej duszy, dał ci pokój, wszelki zmysł przechodzący, który mając, łatwo jest być dobrotliwą, łagodną, cierpliwą. Myśl o słodyczy Jezusowej i patrz na słodycz Jego w Przenajświętszej Hostii. Słodycz uczyni cię panią serca własnego, da panowanie nad sobą i zwycięstwo prawdziwe, uczyni cię panią serc drugich, jedna bowiem serca, łagodzi i rozbraja, nawraca dusze i pozyskuje Bogu; na koniec uczyni cię panią Serca Bożego, bo nic nas podobniejszymi nie czyni do Boga jak słodycz, a Bóg widząc to podobieństwo, nie odmówi miłości. Pokój duszy, która posiada sama siebie, jest to uczestnictwo w chwalebnej, niezmiennej i nieporuszonej spokojności Bożej. Bóg jest Bogiem pokoju. Duch Jego słodki. W osobliwy sposób nagradza słodycz - cnotę Jezusową i wysłuchuje jej modłów.

     

  • Modlitwa o kanonizację

    Wszechmogący Boże, źródło życia i świętości, dzięki
    Twojej łasce błogosławiona Klara Szczęsna z bezgranicznym zaufaniem 
    poświęciła swoje życie dla chwały
    Najświętszego Serca Twojego Syna i przez ofiarną
    służbę najbardziej potrzebującym zostawiła nam wzór
    wiernej miłości i pokory.

    Dziękujemy Ci za dar jej beatyfikacji, przez którą
    Kościół ukazał nam ją jako wzór postępowania i naszą
    orędowniczkę przed Twoim obliczem. Spraw, w swoim
    miłosierdziu, abyśmy coraz gorliwiej kroczyli drogą,
    którą nam wskazała, i udziel łaski jej kanonizacji, aby
    świętość jej życia zajaśniała w całym Kościele.

    Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    P. Błogosławiona Matko Klaro.
    W. Módl się za nami.

    Imprimatur: Kuria Metropolitalna w Krakowie
    Kraków, 23.12.2015 r., Nr 3472/2015
    + Grzegorz Ryś, wik. gen., ks. Kazimierz Moskała, wicekanclerz

     

  • Pieśni do bł. Klary Szczęsnej

     Bł. Klaro Szczęsna

  • Życiorys bł. Klary Szczęsnej

    Środowisko rodzinne

    Strony rodzinne Ludwiki Szczęsnej to ziemia płocka, ziemia, z której wyrosło wiele świątobliwych osób, a wśród nich najbardziej znany patron polskiej młodzieży – św. Stanisław Kostka. Ojciec Ludwiki, Antoni Szczęsny (1829–1902), pochodził ze wsi Zielona. Matka, Franciszka ze Skorupskich (1827–1875), urodziła się w Sztoku, malutkiej wiosce należącej do parafii Lubowidz. Pobrali się w roku 1848 i w tym roku urodził się im pierwszy syn, Franciszek. Rodzice Ludwiki przez kilka pierwszych lat mieszkali w Zielonej, gdzie przyszło na świat troje dzieci: Antonina, Marianna i Katarzyna. Początkowo rodzice utrzymywali się z uprawy kawałka ziemi, który jednak opuścili, udając się do wsi Cieszki, gdzie ojciec pracował w gorzelni, a następnie jako ekonom w tamtejszym folwarku. W Cieszkach urodziło się troje młodszych dzieci: Anna, Ludwika – późniejsza m. Klara i Ignacy, który zmarł we wczesnym niemowlęctwie, przeżywszy zaledwie kilkanaście dni.

    Ludwika Szczęsna przyszła na świat 18 lipca 1863 roku. Była piątą z kolei, najmłodszą córką. Tydzień po urodzeniu Ludwika została ochrzczona w kościele parafialnym w Lubowidzu. Nie zachował się żaden dokument ani wspomnienie o jej pierwszej Komunii św. i o przyjęciu sakramentu bierzmowania. W ogóle jej lata dziecięce pozostaną dla nas tajemnicą. Pośrednio można jednak wnioskować, że rodzice dbali o zapewnienie dzieciom dobrego wychowania i lepszej przyszłości. Chociaż młodość Ludwiki i jej rodzeństwa przypadła na okres, kiedy szkoły parafialne były zamknięte, to jednak – jak mówi ustny przekaz – rodzice zapewnili dzieciom zdobycie podstawowej nauki, wykorzystując w tym celu sporadyczną obecność we wsi wędrownych nauczycieli. 

    Pomiędzy rokiem 1870 a 1873 rodzina Szczęsnych przeprowadziła się na małą kolonię Borczyny. Tam we wrześniu 1875 roku rodzina Szczęsnych straciła matkę. Śmierć tę bardzo dotkliwie przeżyła 12-letnia Ludwika i zapewne wtedy pogłębiło się jej nabożeństwo do Matki Najświętszej, której sanktuarium znajdowało się w niedalekim Żurominie. Łaskami słynący obraz Maryi przyciągał serce pobożnej dziewczynki. Już wcześniej bywała tam z rodzicami, a częściej sama, odkąd zabrakło matki ziemskiej. Więź z Maryją zacieśniła się tym mocniej, że nie układały się jej relacje z młodą, 18-letnią Antoniną, która zajęła w domu miejsce matki zaledwie cztery miesiące po jej śmierci. Gdy Ludwika była dorastającą dziewczyną, młodzieńcy z okolicy ubiegali się o jej rękę. Ojciec przyrzekł ją uczciwemu, zamożnemu człowiekowi. Gdy jednak przedstawił córce swój zamiar, spotkał się z niespodziewanym oporem. Upadłszy mu do nóg, prosiła, by jej nie zmuszał do zamążpójścia, gdyż dawno już postanowiła oddać się na służbę Bogu. Ojciec, widząc w tym jedynie dziewczęcy kaprys, kazał przygotować wyprawę i wyznaczył dzień ślubu. Ludwika, chcąc pozostać wierną powziętemu postanowieniu zachowania dziewictwa, gdy zawiodły nadzieje na zmianę planów ojca, opuściła potajemnie dom, udając się do Mławy. Nastąpiło to około 1880 roku, gdy miała 17 lat. Z okresu mławskiego, trwającego pięć lat, nie jest znany żaden szczegół jej życia. Można tylko przypuszczać, że utrzymywała się z szycia, gdyż była dobrą krawcową. Jak można domniemywać, był to jednak okres pogłębionej refleksji duchowej, skoro zakończył się decyzją pójścia za Chrystusem. 

    Wierna wybranym wartościom – na drodze życia zakonnego

    Mława, w której przebywała Ludwika Szczęsna, była objęta apostolskim oddziaływaniem bł. Honorata Koźmińskiego i jego ukrytych zgromadzeń, opartych na regule św. Franciszka z Asyżu, których członkinie, żyjąc według rad ewangelicznych, a zewnętrznie niczym nie wyróżniając się od ludzi świeckich, mogły tym skuteczniej apostołować. Jednym spośród licznych zgromadzeń honorackich były Sługi Jezusa, założone w Warszawie w 1884 roku. Ich zadaniem apostolskim była praca wśród służących. W drugiej połowie sierpnia 1885 roku Ludwika Szczęsna, uczestnicząc w rekolekcjach prowadzonych dla dziewcząt przez o. Honorata w Zakroczymiu, zetknęła się z m. Eleonorą Motylowską, przełożoną Zgromadzenia Sług Jezusa i bez wahania zdecydowała się do niego wstąpić. Po trzydziestu latach m. Motylowską tak mówiła o tym spotkaniu i decyzji młodej Ludwiki:
    „W tym czasie przyjechała na rekolekcje z Mławy biedna panienka zajmująca się szyciem – Ludwika Szczęsna. O. Honorat po skończonych rekolekcjach skierował ją do mnie. Z całą prostotą oświadczyła pragnienie służenia Bogu, wszystkie fraszki światowe służące do próżności spaliła i okazała gotowość pojechania ze mną nawet nie dopytując, gdzie ją zawiozę. Podobała mi się niezmiernie jej szczerość, męstwo w zerwaniu ze światem i oddanie się Bogu; zabrałam ją ze sobą, choć nie miałam pojęcia, gdzie ją umieszczę”.

    Dnia 8 grudnia 1886 roku Ludwika rozpoczęła nowicjat. Odbywała go w Warszawie, pracując w zakładzie krawieckim, który służył równocześnie za miejsce spotkań z dziewczętami. Już wtedy dała się poznać od najlepszej strony. „Była nadzwyczajnie posłuszna relacjonowała później jej współsiostra – s. Alojza Rostkowska – miała dużo prostoty i pogody. Była cicha, pełna miłości dla wszystkich. Te cnoty i zalety zewnętrzne czyniły z niej bardzo miłą i ujmującą siostrę oraz bardzo dobrze wpływającą na służące”. Po roku nowicjatu Ludwika, która w tym czasie przybrała nowe imię – s. Honorata, złożyła tzw. obietnicę wierności, a po następnych dwu latach, 8 grudnia 1889 roku – pierwszą profesję.

    W październiku 1889 roku, jeszcze podczas nowicjatu, przełożeni Sług Jezusa powierzyli Ludwice obowiązki przełożonej w nowo otwartej placówce w Lublinie, gdzie prowadzono oficjalną pracownię krawiecką i zakonspirowane apostolstwo wśród służących. Pod koniec 1892 roku o tej działalności dowiedziała się policja carska, która przeprowadziła rewizję w mieszkaniu i pracowni Ludwiki – s. Honoraty. Dzięki Opatrzności Bożej nie znaleziono egzemplarza Ustawy zgromadzenia, ale jako podejrzanej kazano jej w ciągu trzech dni wyjechać do Mławy, skąd po otrzymaniu paszportu wróciła do Warszawy. Przełożeni byli bardzo zaniepokojeni wydarzeniem w Lublinie i obawiali się wykrycia zgromadzeń zakonnych o. Honorata. Dla ostrożności Ludwika niemal każdą noc spędzała w innym miejscu.

    W tym samym czasie w Krakowie rozpoczęło swą działalność Bractwo Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej, założone w 1891 roku z inicjatywy ks. Józefa Sebastiana Pelczara. Jednym z zadań tegoż bractwa była praca nad podniesieniem stanu służących i robotnic pod względem moralnym i materialnym. W tym celu prowadziło od listopada 1892 roku przytulisko, gdzie służące, pozbawione chwilowo pracy lub przychodzące wprost ze wsi, mogły znaleźć bezpłatne mieszkanie, a zarazem duchową i moralną opiekę oraz odpowiednią naukę. Ponieważ wkrótce okazało się, że byłoby o wiele korzystniej dla dziewcząt, gdyby zarząd takiego zakładu spoczywał w rękach osoby Bogu poświęconej, dlatego ks. Pelczar, „podstarszy” Bractwa, dowiedziawszy się, że w Warszawie istnieje Zgromadzenie Sług Jezusa, pełniące podobne zadanie, zwrócił się do o. Honorata Koźmińskiego o przysłanie choć jednej siostry do przytuliska w Krakowie.

    Przychylając się do prośby ks. Pelczara, przełożeni Sług Jezusa zdecydowali posłać tam s. Honoratę – Ludwikę Szczęsną, śledzoną w Warszawie przez policję carską. Po przybyciu do Krakowa w maju 1893 roku, Ludwika oddała się z całą gorliwością i miłością obowiązkom ochmistrzyni przytuliska. Gdy okazała się potrzeba zwiększenia liczby sióstr, dojechały jeszcze dwie: s. Faustyna Rostkowska, nowicjuszka, oraz Anna Wiktoria Deleżek, postulantka.

    Ks. J.S. Pelczar interesował się sprawami przytuliska i z uznaniem oceniał pracujące w nim siostry Sługi Jezusa. Jego wrażliwość na los drugiego człowieka skłoniła go do objęcia opieką chorych i kobiety pracujące w fabrykach. Zaczęła w nim kiełkować myśl o poszerzeniu zadań sióstr i o przywdzianiu habitów przez siostry krakowskie – zważywszy, że inna była sytuacja polityczna w Krakowie niż w Warszawie. W swojej autobiografii zanotował: „Pod koniec roku 1893 przekonałem się, że będzie najlepiej, jeżeli w Galicji powstanie nowe zgromadzenie zakonne, które by się opiekowało sługami i pielęgnowało chorych po domach, bo tej pracy nie podejmowały dotąd zakonnice. W tej myśli ułożyłem Ustawy, uzyskałem pozwolenie kardynała Dunajewskiego, kupiłem za własne i pożyczone pieniądze dom i napisałem do o. Honorata, by formujące się Zgromadzenie Służebnic Serca Jezusowego (bo taką nazwę mu dałem) połączyć ze Zgromadzeniem tajnym Sług Jezusa w Królestwie”. O wiele dokładniej sprawy te przedstawił w korespondencji do przełożonych Sług Jezusa. Ojciec Honorat aprobował zamiary ks. Pelczara. Szczegółowe rozpatrywanie tych projektów i próby zastosowania ich w praktyce dowiodły jednak, że takie połączenie nie było wówczas możliwe.

    Gdy po dłuższych obustronnych wyjaśnieniach przełożona Sług Jezusa przyjechała 27 marca 1894 roku do Krakowa, nastąpiło ostateczne rozstrzygnięcie. Anna Wiktoria Deleżek odjechała z m. Motylowską do Warszawy, pozostałe dwie siostry: Ludwika Szczęsna oraz Faustyna Rostkowska opowiedziały się za pozostaniem w Krakowie i kontynuowaniem zadań zarysowanych przez ks. Pelczara. Decyzja ta nie była spontaniczną reakcją, lecz owocem długich modlitewnych przemyśleń. Podjęciu takiej decyzji towarzyszyło dotkliwe cierpienie, gdyż Ludwika bardzo kochała Zgromadzenie Sług Jezusa i jego przełożoną, dla której zawsze żywiła serdeczną wdzięczność za pracę nad jej duszą. Jednakże przed prześladowaniem ze strony carskiej policji czuła lęk, a w możliwości prowadzenia jawnego życia zakonnego w Krakowie i niesienia pomocy nie tylko służącym, ale i robotnicom fabrycznym oraz chorym w domach, widziała skierowane do niej wezwanie Boże – dlatego postanowiła pozostać. 

    Współzałożycielka Zgromadzenia Służebnic Najśw. Serca Jezusowego

    P o wyjeździe m. E. Motylowskiej z Krakowa ks. J.S. Pelczar wyjaśniał Ustawy mającego powstać zgromadzenia dwunastu kandydatkom, które prosiły o przyjęcie. Pierwszymi wśród nich były Ludwika Szczęsna i Faustyna Rostkowska.

    Formalne założenie zgromadzenia nastąpiło 15 kwietnia 1894 roku, w przypadające na ten dzień wspomnienie liturgiczne Opieki św. Józefa. Ks. Pelczar przyjął wówczas kandydatki. W imieniu wszystkich s. Ludwika odczytała akt ofiarowania się Najświętszemu Sercu Jezusowemu; ją też mianował założyciel przełożoną zgromadzenia na trzy lata. Czas od kwietnia do końca czerwca 1894 roku był okresem dokładniejszego zapoznawania się z Ustawami i pracami zgromadzenia, a także z zasadami życia wewnętrznego i zakonnego. Habit Służebnicy Najświętszego Serca Jezusowego wraz z imieniem zakonnym Klara otrzymała Ludwika 2 lipca 1894 roku. Założyciel zgromadzenia – jej spowiednik i kierownik duchowy – znający dobrze potrzeby jej duszy oraz jej miłość ku Maryi, wygłosił wówczas naukę na temat: Matka Najświętsza najdoskonalszą zakonnicą. Przykład Maryi będzie nadawał szczególny wymiar zakonnemu powołaniu s. Klary. Grono pierwszych sercanek powiększało się – 8 lipca 1894 roku, kiedy sześć następnych postulantek rozpoczęło nowicjat, jeszcze inne we wrześniu i grudniu.

    Siostra Klara – sama będąc nowicjuszką – była równocześnie mistrzynią dla swoich współsióstr. Świadomość, że od jej osobistej dojrzałości i pracy nad innymi zależy duch zgromadzenia teraz i w następnych pokoleniach, pobudzała ją do coraz większych wysiłków i ofiar. Praca formacyjna odbywała się w bardzo trudnych warunkach. Nowicjuszki nie mogły w ciszy klasztornej przygotowywać się do życia zakonnego, gdyż całe ówczesne zgromadzenie odbywało nowicjat i równocześnie pełniło swe posłannictwo wśród służących, robotnic i chorych. Nadto, aby lepiej służyć chorym, siostry chodziły do krakowskiej kliniki uniwersyteckiej na wykłady; a z nimi także s. Klara – można zatem powiedzieć, że ten pierwszy nowicjat miał charakter praktycznej szkoły miłości bliźniego. Przed s. Klarą stało bardzo ważne zadanie duchowego formowania nowicjuszek na służebnice Serca Bożego. Pełniła tu rolę duchowego transformatora, który przetwarzał wskazania św. J.S. Pelczara jako założyciela na praktykę życia zakonnego, skoncentrowanego na tajemnicy Najświętszego Serca Jezusowego. Wrażliwa na łaskę i wolę Bożą nie wahała się przedstawiać mu także swoich doświadczeń i sugestii.

    W jakim trudzie dokonywało się to duchowe budowanie zgromadzenia, napisała po latach s. Alojza Rostkowska, wierna towarzyszka s. Klary:
    „Dzisiaj, gdy to piszę po pięćdziesięciu latach, widzi się jasno wolę Bożą, ale wówczas majaczyło nam tylko coś jakby przez mgłę. Trzeba było dobrze trzymać w ręce to nasze życie, trzeba było właściwie nim kierować, by było tym, czegośmy się spodziewały, nowym zakonem, nowym rodzajem życia, które miało uszczęśliwić nas i wszystkie te siostry, które miały przyjść po nas. Siostra Ludwika miała doświadczenie, cnotę wytrwałości, cierpliwości, doskonałego posłuszeństwa Bogu i Księdzu Kanonikowi. Ślepo szła nasza Matka za Wodzem Niebieskim i ziemskim. Tylko na najlepsze drogi – bo do Ojczyzny wiecznej – prowadzili nas obaj Wodzowie. Niebieski – swoją miłością i wolą, ziemski – nauką i regułą przejętą od Niebieskiego” (Życiorys M. Klary Ludwiki Szczęsnej).

    Profesję zakonną w Zgromadzeniu Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego złożyła s. Klara 2 lipca 1895 roku. Były to śluby wieczyste. Inne nowicjuszki 10 lipca tegoż roku złożyły profesję czasową, na jeden rok. Siostra Klara była mistrzynią nowicjuszek przez kilka pierwszych lat po założeniu zgromadzenia, natomiast przełożoną przez 22 lata swego sercańskiego życia.

    „Za jej przełożeństwa – pisał do Konsystorza krakowskiego ks. Jan Krupiński, komisarz biskupi w 1903 roku – Zgromadzenie rozwijało się pomyślnie i wyrabiało duchowo. Spełniało gorliwie i z pożytkiem prace swe zakonne, wzrastała liczba sióstr”.

    Gdy w 1907 roku obradowała pierwsza kapituła generalna zgromadzenia, s. Klarę wybrano jednogłośnie na przełożoną generalną. Na drugiej kapitule, w 1913 roku, siostry wybrały ją ponownie. Tej drugiej kadencji m. Klara nie dokończyła, gdyż zmarła 7 lutego 1916 roku. Jej ciało spoczęło w grobowcu zgromadzenia na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

    Jako przełożona s. Klara bardzo często wizytowała sercańskie placówki i przeprowadzała rozmowy z siostrami, które ciągle borykały się z wielorakimi trudnościami. Jej radością były nowe powołania i powstające placówki, a przy nich dzieła posługi. Na parę tygodni przed śmiercią matki Klary, 156 sióstr pracowało poza domem macierzystym w 15 placówkach stałych oraz w 4 lazaretach wojskowych. Dzięki jej wielkiej dyspozycyjności wobec potrzeb Kościoła, społeczeństwa i sugestii założyciela, zakres pracy sióstr mógł ulegać ciągłemu poszerzaniu. Do początkowej opieki nad służącymi, robotnicami i chorymi przebywającymi w domach prywatnych, doszło pielęgnowanie chorych w szpitalach, prowadzenie ochronek dla dzieci, kursów kroju i szycia, szkół gospodarczych dla dziewcząt oraz katechizacja w tych wsiach, do których nie mogli dotrzeć kapłani. Szczególny rozdział w dziejach zgromadzenia stanowi zaangażowanie sióstr do pielęgnowania chorych i rannych żołnierzy w szpitalach polowych podczas pierwszej wojny światowej. Ta różnorodność prac apostolskich i charytatywnych zgromadzenia wymagała od m. Klary wnikliwego dobierania sióstr pod względem przygotowania zawodowego, poziomu intelektualnego i postawy duchowej. Podczas życia Matki i z jej aktywnym udziałem dokonały się w rodzinie sercańskiej wielkie akty natury prawnej. Najważniejsze z nich to: aprobata papieska zgromadzenia i zatwierdzenie jego Konstytucji w 1912 roku, a wcześniej dekret pochwalny dla zgromadzenia z 1909 roku.

     

ZGROMADZENIE SŁUŻEBNIC
NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSOWEGO

Garncarska 24, 31-115 Kraków

generalat@sercanki.org.pl 
tel. 12 422 57 66, 885 556 886

13 1240 1431 1111 0000 1046 0654
Bank PEKAO S.A. I/O Kraków, Rynek Gł. 31

Dziękujemy za wszelkie ofiary.

Odwiedza nas 83 gości oraz 0 użytkowników.

Ochrona danych

Dane osobowe zawarte w serwisie przetwarzane są za zgodą lub na mocy prawa. Administratorem danych jest Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego,
31-115 Kraków, ul. Garncarska 24,
tel. 609 984 820, iod@sercanki.org.pl.

Informacja o cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Kontakt z administratorem:

webmaster@sercanki.org.pl